sobota, 7 stycznia 2012

Ale zło!

Niedobrze przez 4 dni non stop siedzieć w domu- omijają mnie wszelakie atrakcje, łącznie z tym, że nie dotarłam jeszcze na żadne wyprzedaże. Najpierw góry, potem/w trakcie choroba..Dopadło mnie "Ale zło" i kupiłam kilka rzeczy, a dokładnie:

                                                          ( kolor kiecki i te plecy mnie jakoś urzekły)

(zawsze chciałam taki wisior)

(Nowy Rok to i myśli pozytywne na każdy dzień się przydają!)

Poza tym nic nowego, dzisiaj na chwilę wyskoczyłam na zakupy i przyrządziłam na obiad pieczeń z żurawiną- robiłam ją pierwszy raz z dodatkiem żurawiny i bardzo mi smakowała:) W sklepie nabyłam też album do zdjęć by zmobilizować się i wywołać zdjęcia z naszych wakacji i wypraw motocyklowych:) A teraz relaksuje się przy grzanym winku pitym w mojej zdobyczy z gór- kubeczkiem do grzańca ręcznie wykonanym z Ceramiki Bolesławiec- szkoda tylko, że ceny w górach i typowo pod turystów tak wygórowane...Bo kupiłabym od razu kilka takich perełek. Piękne mają te swoje rękodzieła:))

                                                 (mój niestety nie ma podstawka)

czwartek, 5 stycznia 2012

Kwitnąca herbata

Zapraszam na łyk herbaty z kwiatem liczi:) Wczoraj rozpoczęłam swoje próby z kwitnącą herbatą, jako wielbicielka herbat wszelakich i akcesoriów z nimi związanych, gdy pierwszy raz zetknęłam się z kwitnącą herbatą zaczęłam szukać jej w sklepach by wypróbować. Czym jest w ogóle kwitnąca herbata? Otóż opis jaki znalazłam na jej temat wyglądał następująco: "Herbaty kwitnące to ręcznie zwijane kuleczki składające się z herbacianych liści oraz drobnych, delikatnych kwiatów. „Surowe” wyglądają bardzo niepozornie, lecz tuż po wrzuceniu do gorącej wody rozpoczyna się prawdziwy spektakl. Liście herbaty, powoli rozwijając się, odkrywają przed nami kolejne oblicza. Początkowa kuleczka zmienia się powoli w otwierający się pączek, po czym w elegancko prezentujący się kwiatek". No i tu pojawia się pierwsze ALE, bo z tym spektaklem to grubo przesadzili. Początkowa faza zaparzania jest faktycznie ciekawa, podobał mi się otwierający pączek:) Z czasem natomiast nie działo się nic wielkiego, kwiat mnie nie powalił, zresztą aromat na początku zaparzania też nie. Być może para wpłynęła dobrze na moje zatoki- dzisiaj już czuję smaki!:) Wracając do herbaty z kwiatem liczi, jest dobra, ale po dodaniu cytryny i miodu- wtedy ma wyraźniejszy smak! Zaparzanie takie kuleczki starcza na jakieś 4 duże kubki, ja pije w moim ulubionym ( ma pojemność ok 0,5l):


Mam w zanadrzu jeszcze dwie takie kulki, pierwsza nazywa się "Romeo i Julia" i być może to będzie lepszy spektakl, ponieważ ma dwa kwiatki. Druga natomiast nazywa się "Jesienny kochanek" więc sama nazwa jest bardzo kusząca- bo przecież mamy zimą - jesień, o ile nie wiosnę. Tylko ten wiatr przeraźliwy, rano obudziło mnie to "świstanie" za oknem. Spróbuje na pewno obu herbatek i o ile będą lepsze niż ta z liczi to poszerzę moją znajomość z herbatą kwitnącą o kolejne kulki:)


Miłego dzionka!:)

 
(próbuje moich sił, może do 3 razy sztuka?)