Siostra nie przyleciała, w Anglii zatrzymała ją mgła, a raczej przez to, że u nas taka mgła samolot nie przyleciał, został odwołany. Do ostatniego momentu liczyłyśmy, że się uda, ja wydzwaniałam na informacje na lotnisko, a ona czekała tam, bo u nich mówili, że samolot poleci tylko jest mocno opóźniony. Niestety nie udało się chwilę przed 23 dostałam informację, że nie przyleci. Załamka, wszystko przygotowane, szarlotkę upiekłam, mama wtajemniczona przygotowała kolację, a tu dupa blada! W takich momentach człowieka krew zalewa, a zarazem bezradność, no bo przecież nie mam wpływu na warunki atmosferyczne. Pół nocy nie spałam, martwiłam się jak to przeżywa siostra i czy udało jej się w nocy wrócić do jej angielskiego domu ( z lotniska ma ponad 100km, a nie ma samochodu) Poza tym choróbsko jakoś nie chce mnie opuścić, wręcz przeciwnie mam wrażenie, że z każdym dniem jest gorzej, chyba jednak nie obejdzie się bez antybiotyku i kolejnego tygodnia w domu. Masakra jakaś, nie mogę normalnie oddychać i nie wiem co już mam ze sobą zrobić, może ktoś mi odrąbać nos siekierą? Byłabym wdzięczna...
sobota, 24 listopada 2012
środa, 21 listopada 2012
Taki mąż to skarb.
Trzeci miesiąc w małżeństwie mija, a ja czuję jakby to był kolejny rok naszego związku, jak w starym, dobrym małżeństwie, to chyba dobrze, co? Niestety ostatnio dopadła mnie jakaś jesienna chandra i niemoc, od wczoraj natomiast leżę już tradycyjnie o tej porze roku z zawalonymi zatokami. Na szczęście mam super męża, który dzisiaj wracając z pracy zaopatrzył mnie w lekturę:
Do tego kilka pomarańczy, jogurcików i jestem gotowa na walkę z choróbskiem, a muszę je zwalczyć szybko, bo już w piątek przylatuje moja siostra, by w sobotę od rana zrobić urodzinową niespodziankę Tacie, ciekawa jestem jaką będzie miał minę jak nas zobaczy u progu naszego rodzinnego domu. Trzymajcie kciuki, żeby się udało! Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i uwierzcie, że mimo iż strasznie mnie tu mało ostatnio, to z czytaniem Waszych blogów jestem na bieżąco:)
Do tego kilka pomarańczy, jogurcików i jestem gotowa na walkę z choróbskiem, a muszę je zwalczyć szybko, bo już w piątek przylatuje moja siostra, by w sobotę od rana zrobić urodzinową niespodziankę Tacie, ciekawa jestem jaką będzie miał minę jak nas zobaczy u progu naszego rodzinnego domu. Trzymajcie kciuki, żeby się udało! Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i uwierzcie, że mimo iż strasznie mnie tu mało ostatnio, to z czytaniem Waszych blogów jestem na bieżąco:)
niedziela, 7 października 2012
Moje spotkanie z Katarzyną M.:)
Wczoraj miałam niewątpliwą przyjemność wziąć udział w wykładzie, a w zasadzie w warsztatach zorganizowanych przez galerię Maltę i Akademię Zwierciadła, których prowadzącą była Katarzyna Miller moja ulubiona psycholożka. Co za fantastyczna kobieta!! "Pokochaj siebie i znajdź swoje mocne strony" to był główny temat spotkania. Wspaniałe rady, ogromne poczucie humoru i dystans do wielu spraw sprawiły, że spędzone tam ponad 3 godziny minęły niczym kwadrans. Dawno się tak nie naśmiałam, jednocześnie zgadzając się z wieloma poważniejszymi opiniami pani Kasi. Wyszłam dowartościowana, bardziej wyluzowana i z większym dystansem do siebie, a co najważniejsze z przekonaniem, że jestem na dobrej drodze do pokochania siebie:) No i z nową książką Katarzyny Miller, ze specjalną dedykacją dla mnie:))
niedziela, 2 września 2012
czwartek, 30 sierpnia 2012
In love:))
Od 5 dni jestem mężatką:) Było pięknie, wspaniale, cudnie, uroczo, wzruszająco i wesoło! Wszystko się udało, goście zadowoleni- tańce, hulanki do 5 nad ranem i telefony w następny dzień z komplementami o tym świadczą. Nie mogłam wymarzyć sobie piękniejszego dnia, cały czas gdy o tym myślę nie przestaje się uśmiechać. Pogoda dopisała, nastroje również- DJ spisali się na medal, grali różnorodną muzykę, prowadzili super zabawy, mieli sporo dodatkowych gadżetów tj. race, przetwornice baniek, dymu, światła itd:D Parkiet był praktycznie non stop pełny. Nasz pierwszy taniec bardzo spontaniczny do kawałka "Our day will come" Amy Winehouse przypadł wszystkim do gustu. Nie mogę też pominąć kilku wpadek: Mikołaj wchodząc do kościoła potknął się o dywan i o mało co nie skończyło się to glebą; ja natomiast w przysiędze dodałam jedno słowo; na naszym torcie zamiast motocykla pojawił się rower (cukiernik chyba ma marne pojęcie na temat tego jak wygląda motocykl, liczyło się dla niego, że są 2 koła). Niestety póki co nie mam zdjęć, czekamy na te od fotografa i jutro powinnam mieć jakieś zebrane od rodzinki. Mogę Was tylko zaprosić na kawałek tortu weselnego:
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Oczekiwanie
Kwiaty wybrane- stanęło na eustomach w połączeniu z goździkami, florystka świetnie wybrała kolory kwiatów, jeden goździk jest taki pudrowy świetnie komponuje się ze sukienką,bardzo ciekawa jestem efektu końcowego, Tort zamówiony 4 piętrowy, każde piętro inny smak, a na samej górze figurka pary oczywiście na motocyklu:) Teraz czekam i myślę, czego jeszcze nie mam. Muszę skończyć robić prezent dla rodziców i zastanawiam się nad utworem na podziękowanie, bo "Cudownych rodziców" jest oklepane, a reszta, którą znalazłam to straszne disco polo:/ Ponadto zastanawiamy się czy robić to oficjalnie, ponieważ na weselu będą tylko moi rodzice...Trzeba przemyśleć jak to rozwiązać. W czwartek czeka mnie manicure i regulacja brwi, w piątek jedziemy dekorować salę. A sobota, sobota będzie dla nas:D
środa, 15 sierpnia 2012
Co wybrać?
Moje ślubne dylematy, im bliżej tym jest ich coraz więcej. Jutro jadę ostatecznie zdecydować się na bukiet, kwiaty do dekoracji włosów, do butonierek i z reszty na dekorację samochodu. Nie wiem w jakiej kolorystyce, ponieważ sukienkę mam w ciężkim do określenia kolorze- coś między cappuccino a szampanem, najbardziej pasował by bukiet w pomarańczowym lub jasno zielonym kolorze, ewentualnie jakieś ecru. I tak zastanawiam się między kaliami, a storczykami- co myślicie?


Subskrybuj:
Posty (Atom)

